Snow4Life - Blog Snowboardowy - Sklep i Szkolenia
facebook instagram

Skrajna Przełęcz, czyli dużo zimy wiosenną porą

30 maja 2016 Kategoria: Freeride, News

SkrajnaRaczej trudno zaliczyć minioną zimę do super udanych, ba była to kolejna (chyba trzecia z rzędu) nędzna imitacja tego czegoś, co nazywa się ZIMA. Niby sypało, niby był to gruby opad, ale co z tego, skoro zaraz później przychodził szeroko rozumiany syf w postaci deszczu, wiatru, i ogólnie tego wszystkiego, co powoduje znikanie białego puchu. Chcąc więc co nieco poszurać w głębokim śniegu trzeba było na bieżąco śledzić prognozy pogody, i być  praktycznie non stop gotowym do akcji :) Nie ukrywam że parę razy przyfuksiło mi się z warunem, ale to właśnie za sprawą lipienia w prognozy, no i urlopów „na żądanie”. Do jednego z najfartowniejszych dni tegorocznej „zimy” śmiało mogę zaliczyć TEN dzień. Daty chyba przybliżać nie muszę, bo pod koniec kwietnia trafiły się dokładnie dwa takie sztosy, i oczywiście foty z tych dni z miejsca pojawiły się na Facebooku i innych Instagramach. Nie będę ściemniał, sam też maczałem w tym aparat, i wiem, wiem… przepraszam tych którzy w te dni nie mogli się wyrwać z roboty. Zaczęło się klasycznie, czyli meteo, kamerki i decyzja że ciśniemy. Planu jako takiego nie było, natomiast chcieliśmy zdążyć na pierwszy wagonik, bo sorka, ale pocisk z buta w taki dzień, to czysty grzech. Na miejscu miła niespodzianka, bo na parkingu spotkaliśmy Piotra i Janka. Powiększonym składem wbijamy do Kuźnic, a tu niespodzianka. Powiem szczerze, że spodziewałem się może nie tłumów, ale co najmniej kilkunastu osób, a tymczasem pod kasami pusto. To oczywiście oznaczało tylko jedno, pierwsze ślady będą nasze. Tak też się stało. Rozgrzewka na pokrytej świeżakiem trasie (Gąsienicowa) i szybka wbitka na Beskid. Tu jest już co najmniej miodnie, co zresztą widać na załączonych obrazkach:

        Tu ciśnie Piotr Śnigórski (foto: Jan Olszyński/Pure Powder)

Piotruś

Cisnę i ja (foto: Jan Olszyński/Pure Powder)

Mła

W tak zwanym międzyczasie do ekipy dołączył jeszcze Majkel, i kiedy wydawało się że ostateczny skład się uformował, Piotrowi dość pechowo pęka skorupa w bucie, co skutecznie eliminuje go z dalszej jazdy. I tu gwoli wyjaśnienia dodam, że owszem, warun był przepyszny, ale kamienne pułapki jeszcze bardziej przepysznie tępiły krawędzie i dziurawiły ślizgi. Rzuciłbym tu tekstem że niby nie ma róży bez kolców, ale podobno już jest. My dostaliśmy tę pierwszą i też była ładna, ale byli i tacy, którym dostały się chyba same kolce, bo jak inaczej uzasadnić pretensje do obsługi wyciągu, że stok jest nieprzygotowany ? Dodam, że opad był w nocy, a pod nim krył się bardzo elegancki sztruksik założony dzień wcześniej. Pozwolicie, że to pytanie pozostawię bez odpowiedzi. Wróćmy jednak na śnieg. Tempo przybywania śladów było jak zawsze za szybkie, i jak zawsze trzeba było coś wymyślić. Padła koncepcja Liliowego, ale ostatecznie skończyło się na Skrajnej Przełęczy. Kto był, ten wie że to prosty i przyjemny zjazd, a co ważniejsze łatwo i szybko dostępny. Się okazało, że aż tak łatwo nie było, bo operujący wiatr odłożył na grani dość sporą warstwę śniegu. Z początku nie było najgorzej,Janek

ale kilkanaście metrów dalej śniegu naprawdę było sporo, co zaowocowało otwarciem wszystkich możliwych wywietrzników i klasyczną zapotką (a ciepło nie było).

Majkel na grani

 

Pięć litrów potu później dotarliśmy do Skrajnej, i z lekkim niepokojem zarzuciliśmy okiem w jej głąb. Na szczęście okazało się że jest gitarka. Nie ma nawisów, śnieżek delikatnie tylko muśnięty wiaterkiem, znaczy ustalamy kolejność Rozkminka

i ciśniemy. Po wjeździe okazało się, że w górnej części puchu jest jednak mniej niż się spodziewaliśmy i dało się wyczuć twardy podkład. Na szczęście parę metrów niżej śniegu było znacznie więcej, i można było wziąć się za stawianie firan. Tak wyszło że jechałem jako pierwszy, a w tym czasie Janek zaciosał paroma fotami „z lotu ptaka”. Oczywiście miałem trochę inaczej pojechać, ale wiadomo, że jak już człowiek poczuje śnieg pod drewnem, to zapomina o całym świecie. Poniżej jedna z fotek z góry

El Condor

i sam mistrz obiektywu w obiektywie Majkela:

Jan O.

 

 

Taki warun towarzyszył nam jeszcze przez całą długość piargu, aż do poziomu Zielonego Stawu Gąsienicowego. Tam niestety słonko zdążyło zadziałać, i śnieg zrobił się wyraźnie mokry i cięższy.

U wylotu żlebu wyglądało to mniej więcej tak (foto Jan Olszyński/Pure Powder):

Stożek piargowy pod Skrajną

 

Zjazd spod Skrajnej Przełęczy do ZSG jest jednym z tych łatwiejszych (tu zapodam parę cyferek z „biblii” Panów Życzkowskiego i Wali): trudność: +2, długość: 730m, deniwelacja: 400m, średnie nachylenie: 33 stopnie, ale warto wspomnieć tu o niezaprzeczalnych plusach. Po pierwsze dostęp, bo z Kasprowego to około godzinka lub półtorej, w zależności od warunków, i tu warto wspomnieć, że przy tym wariancie śmiało możemy cisnąć bez raków, czy czekana. Po drugie widoki, zwłaszcza w wersji dla leniwych, czyli granią. I po trzecie poziom trudności, który moim zdaniem pozwala cieszyć się jazdą w fajnym, a jednocześnie dość łatwym terenie. Oczywiście należy tu dodać, że wspomniana trudność dotyczy optymalnych warunków pogodowych, umiarkowanego zagrożenia lawinowego i doświadczenia w jeździe poza trasą.

Na koniec podziękowania dla całej ekipy za ten zimowy dzień w środku wiosny :) a szczególnie dla Janka z Pure Powder i Majkela za fotony.

PS: przepraszam za błędy, ale w moim przypadku, one są, będą, i być muszą ;)

 

Tagi: , , , , ,
Nowszy wpis
Starszy wpis
Komentarze

Wyjazdy i szkolenia

Chmury

Spring Session w Les2Alpes

WYJAZD SZKOLENIOWY
4_1-isriretj

Marcowe Słońce w Saint Gervais

WYJAZD SZKOLENIOWY
Marilleva1

Freestyle Camp w Val di Sole

WYJAZD SZKOLENIOWY
Wyjazd snowboardowy

Feryjny Session w Les2Alpes

WYJAZD SZKOLENIOWY