Snow4Life - Blog Snowboardowy - Sklep i Szkolenia
facebook instagram

Hińczowa „na skos” 20.05.2012r.

29 maja 2012 Kategoria: Freeride, News

Ostatnimi czasy troszkę się rozbestwiłem jeżeli chodzi o przemierzanie (na desiwie) tatrzańskich szlaków. Spora w tym zasługa ekipy Summit Snowboard Squad  a szczególnie Ara i Arqueza, którzy naprawdę potrafią zmotywować. Po udanych zjazdach „Kanionem” (Granaty), Mnichowym Żlebem i tylko częściowo udanym Żabim Żlebem ( no dobra, bardziej nieudanym) w planach miałem Rysy. Plany jak to plany lubią się zmieniać.

W tym przypadku plany uległy zmianie po przybyciu do schronu i krótkiej rozmowie z Moniką (3MP) i Arquezem, którzy stwierdzili że z Rysami jeszcze zdążę a z Hińczową może być słabo. Po krótkiej acz intensywnej celebracji urodzin BNMO (Bliżej Nieznanego Mi Osobnika) idziemy w kimkę. Pobudka, szybki ogar i cała nasza czwórka (Monika, Aro, Arquez i ja) żwawo zmierza ku Wielkiemu Piargowi gdzie zaopatrzeni w raki i czekany ciśniemy dalej. Przy wejściu do pierwszego (od dołu) żlebu pojawia się pierwszy problem, czyli dość sporych rozmiarów szczelina. Pokonujemy ją jednak stosunkowo łatwo i spokojnie dochodzimy do Małego Kotła Mięguszowieckiego. W kotle trafiamy na sporych rozmiarów rynnę którą złazi mokry śnieg i która niestety dzieli dochodzący do MKM żleb na dwie wąskie części. Zjazd zapowiada się coraz słabiej, ale w dalszym ciągu jest możliwy. Po przekroczeniu rynny dochodzimy do wylotu żlebu którym planowaliśmy pierwotnie zjechać, czyli w wariancie „na wprost”. Niestety zastajemy spory wytop i opcja zjazdu „na wprost” definitywnie odpada. Wybieramy więc podejście alternatywne, gdzie natrafiamy na kolejny problem czyli pole lodowe, pod którym dość złowieszczo dudni sobie woda. Obchodzimy go więc bokiem, a ja się zastanawiam czy to jest jeszcze freeriding, czy już taternictwo. Jak się okazuje dalej nie jest wcale łatwiej. Na mocno eksponowanym i stromym trawersie na Monikę spadają sporej wielkości bryły lodu, na szczęście dziewczyna się schyliła (bryły trafiły w deskę) i nie puściła (czekana). Po tych przygodach z wielką ulgą witamy śnieżną połać Wielkiej Galerii Cubryńskiej. Tam po dłuższych deliberacjach zostawiamy Arqueza a sami ciśniemy dalej. Jak się później okaże Arquez nie próżnował i znalazł alternatywę alternatywy, acz o tym za chwilkę. Po przemierzeniu WGC włazimy w ostatni żleb, gdzie oczywiście trafiamy na kolejną i na szczęście ostatnią przeszkodę, czyli odsłonięte skały. Chwila wahania, kapka wspinania i ciśniemy dalej. Dochodzimy do Hińczowej Przełęczy i widok zapiera dech. Pomału zdajemy sobie też sprawę że czeka nas zjazd, który wcale nie zapowiada się różowo. Jak dla mnie zapowiada się raczej na „brązowo”.  Zjazd do WGC jest dość przyjemny, choć pokonanie skał grodzących żleb ani miłe ani łatwe nie jest. Zresztą tak naprawdę TAM nic łatwe nie jest. Dojeżdżamy do lewego skraju WGC, gdzie czeka na nas Arquez z informacją że znalazł wejście do żlebu łączącego się z alternatywną wersją zjazdu z Hińczowej. Udajemy się więc w kierunku Mnichowego Żlebu, gdzie po krótkim acz morderczym dla psychiki trawersie trafiamy na obiecany wlot. Wejście do żlebu ma około 3 metrów pionu i przypomina nieco Mnichowy, z ta różnicą że zamiast śnieżnego szpica mamy do dyspozycji wygodną i bezpieczna śnieżną półkę. Szybki wpin i jedziemy dalej. Im niżej tym cięższy i wolniejszy śnieg i jak to się mówi „szału nie ma”. Niewielką przyjemność z jazdy rekompensuje solidna dawka adrenaliny i zwyczajnego strachu z którym tego dnia dość poważnie się zaprzyjaźniłem . Lodowe pole pokonuję w dość bezpieczny sposób asekurując się czekanem i obydwoma pośladkami i trafiam w żleb przedzielony rynną w której suną dość spore zwały mokrego śniegu. Na jakiekolwiek skręty miejsca brak, więc cisnę spokojnym ześlizgiem na BS. Mijam MKM i spokojnie (bałamucąc niemiłosiernie przy szczelinie) cisnę do bezpiecznych brzegów Moka. Pierwsza minuta po zjeździe to najpiękniejsza minuta od dłuższego czasu. Kolega STRACH sobie poszedł a przyszła koleżanka zwana Euforią. Zjazd z Hińczowej to jeden z najpiękniejszych zjazdów, ale i też jeden z trudniejszych (TR5). Wymaga przekucia strachu w koncentrację, ale w zamian otrzymujemy coś co nawet nie będę próbował opisać. Na koniec podziękowania dla Ara (za doskonałe foty, motywację i ogólny optymizm), Arqueza (za nową, ciekawą  opcję, za wsparcie wspinaczkowe i wiedzę), Moniki (za walkę, upór i wygraną bitwę z lodem), dla Tatr (że są) i dla tych którzy doczytali te wypociny do końca. Niebawem powinien pojawić się filmik ze zjazdu (jak zwykle dłużyzna w moim wykonaniu) i foty w galerii, a niebawem relacja z kolejnego wypadu.

PS: za ewentualne błędy merytoryczne, stylistyczne i ortograficzne przepraszam.

Link do galerii –> KLIK,KLIK

 

Nowszy wpis
Starszy wpis
Komentarze

Wyjazdy i szkolenia

Kurs na II Stopień Sprawności SITS

WYJAZD / SZKOLENIE
Termin: 02.03-07.03.2026

Kurs na III Stopień Sprawności SITS

WYJAZD / SZKOLENIE
Termin: 02.03-07.03.2026

Rozpoczęcie sezonu snowboardowego 25/26 na Lodowcu Stubai

WYJAZD / SZKOLENIE
Termin: 08.11-15.11.2025

Kurs na III Stopień Sprawności SITS

WYJAZD / SZKOLENIE
Termin: 02.01-07.01.2026