Pańszczycka Przełączka Wyżnia – 02.05.12r.
24 lipca 2012 Kategoria: Freeride, News
Dzisiaj trochę o naszym majówkowym wypadzie do Doliny Gąsienicowej. Długi weekend majowy ma to do siebie, że kto żyw ciśnie za miasto wietrzyć pachy, moczyć tyłki i pocić się w mniej lub bardziej wyszukany sposób. Nasz sposób na solidne spocenie się był dość prosty. Ciśniemy na Granaty a na miejscu wybierze się najlepszą (z największą ilością śniegu) opcję. Plan był na tzw lenia, czyli wjazd kolejką na Kasprowy, a stamtąd przez Karb do Czarnego Stawu Gąsienicowego. Nasz doskonały plan przewidział nawet kolejkę w Kuźnicach (śmiało założyliśmy że o godzinie siódmej wjedziemy na Kasprowy bez kolejki).Niestety na miejscu okazało się że podobny plan wprowadziło w życie jakieś 200 innych osób i czekają nas co najmniej dwie godziny stania. Bez dłuższego namysłu spinamy poślady i kierujemy się na szlak do Murowańca. Niestety „git planeta zaczyna kopsać żarem” i po godzinie marszu z pleców kapie rosół, a w butach bulgoce grzybowa z grzankami. Dotaszczamy się jednak do schronu, gdzie spotykamy Arqueza i Andrzeja. Po połączeniu sił docieramy nad Czarny Staw Gąsienicowy i po krótkiej acz intensywnej naradzie wybieramy zjazd z Pańszczyckiej Przełączki Wyżniej tak zwanym „Kanionem”.
Szybko się zbieramy i po obejściu CSG dochodzimy do wylotu żlebu. Początkowo jest całkiem przyjemnie. Dość łagodny i szeroki żleb nie nastręcza większych problemów. Po osiągnięciu wylotu „Kanionu” decydujemy się obejść jego dolny odcinek, ze względu na zalegające w nim głazy i luźne kamienie i co nas trochę zasmuciło, niewielką ilość śniegu. Delikatnie się też osprzęcamy w raki i czekany, bo nachylenie robi się coraz mniej ciekawe. Końcówka podejścia wysysa ze mnie resztki sił, a grzybowa w butach zaczyna zamieniać się co najmniej w grochówkę. Na szczęście widoki rekompensują te drobne niedogodności. Na moment dopada nas też lekki deszczyk, ale jak szybko przyszedł tak szybko uciekł.
U góry krótka przerwa na odsapnięcie i pojedynczo ciśniemy w dół. Śnieg był dość przyjemny i bez tendencji do obsuwów. Nachylenie robi swoje i początek dość mocno zamuliłem ześlizgiem na BS, jednak po kilku metrach oswajania się z warunem łapię rytm i dalej jest już mistrz. Mniej mistrz jest w dolnym (ominiętym przez nas ) odcinku Kanionu i decydujemy się na zjazd drogą podejścia. Kolejny „mniej mistrz” to zalegające gdzie nie gdzie luźne głazy, a zwłaszcza jeden z nich któremu się spodobałem. Na szczęście do kontaktu nie doszło,acz było blisko. Foto poniżej.
Zjazd kończymy szerokim i przyjemnym żlebem dochodzącym do brzegów CSG. Końcówka była na tyle przyjemna że co niektórzy postanowili to uczcić tradycyjną szprycą w fotografa.
Podsumowując. „Kanion” to moim zdaniem jedna z ciekawszych tras w Dolinie Gasienicowej, która gwarantuje odpowiedni poziom adrenaliny i sporą porcję zacnych widoków. Zjazd jest dość wymagający i potwierdza się to co można przeczytać w wielu opisach, że aby zaliczyć „Kanion” potrzeba sporej ilości śniegu (mowa o jego dolnym odcinku). Przy okazji dziękuję Arowi i Arquezowi z Summit Snowboard Squad i Andrzejowi za doborowe towarzystwo.
Trochę suchych danych na koniec:
Trudność: +3
Średnie nachylenie: 31 stopni (MAX: 45 stopni)
Długość zjazdu: 1010 m
Deniwelacja: 520 m





