Zachód Grońskiego – Maj 2015
21 maja 2015
Zachód Grońskiego od zawsze był dla mnie czymś w rodzaju św. Graala. Ile razy cisnąłem w Tatry, tyle razy o nim myślałem, a im więcej o nim myślałem tym bardziej chciałem nim zjechać. W zeszłym roku było pierwsze podejście ale ze względu na rynny głębokie na 1-2 m trzeba było odpuścić. W tym sezonie było parę okazji ale albo zabrakło czasu, albo zajęty byłem innymi projektami. Summa summarum nie pojeździłem w Tatrach prawie nic, a tu wypada być co nieco rozjeżdżonym. Do tego kontuzja i absolutny brak formy. Jednak nie wytrzymałem. Sprawdziwszy meteo okazało się że wtorek to ostatni dzień dobrej pogody a więc nie było innego wyjścia jak zmierzyć się z tematem. Z „tematem” postanowiłem zmierzyć się solo. Miałem co prawda już łapę na telefonie do znajomych, ale stwierdziłem że w obecnej formie będę tylko ciężarem opóźniającym podejście. Budzik nastawiłem na 2:30 coby i spokojnie podreptać i zdążyć przed zapowiadanym tego dnia deszczem. Na wejściu przywitała mnie przepyszna pogoda i oczywiście znienawidzony asfalt. Ten jednak o dziwo tym razem mniej się dłużył. Po minięciu schroniska powitał mnie taki widok:









