
Na tegoroczną majówkę wybraliśmy się tradycyjnie w Tatry. Pogoda (jak widać na załączonych obrazkach) nieszczególnie dopisywała, na szczęście warunki śniegowe były całkiem przyzwoite, choć przyznam szczerze że po długiej i śnieżnej zimie spodziewaliśmy się zdecydowanie większej ilości śniegu. W pierwszy dzień na rozgrzewkę siadł Mnichowy (o nim niebawem) i w tym dniu zapadła decyzja że na następny dzień spróbujemy zaatakować Zachód Abgarowicza. Trzeba przyznać że z pewnej odległości „Prawy Abgar” nie robi wrażenia szczególnie trudnego zjazdu, dopiero przy bliższym kontakcie wiadomo dlaczego wyceniany jest na 5. Charakterystyczny kształt litery Y możemy już dostrzec z parkingu a jej prawa odnoga to właśnie wspomniany Zachód Abgarowicza. Po dojściu do wylotu żlebu już wiemy dokładnie w czym tkwi „haczyk”. Problemem nie jest nachylenie samego żlebu. Problem tkwi w konkretnej ekspozycji. O ile średnie nachylenie wynosi około 30 stopni, o tyle zmierzony kąt dla ekspozycji wynosił około 65-70 stopni.